Ročník 4 / Číslo 1-2 / Vyšlo 22. srpna 2005
BÁSNICI >>NA DIVOKO<<

Maciej Melecki

TO SAMO Z POWROTEM

Fantastyczna oprawa musi ci wystarczyć za resztę,
Bo na żadną stop - klatkę nie ma co liczyć w
Warunkach zimowego zamglenia, tej ostatniej połaci,
Gdzie przychodzi nam ssać promienistą trawkę

Jak szpik. Galaktyka jest w koniuszkach wiatru.
Kiedy jeszcze raz odmawiam, nie odmawiam
Sobie zajrzenia w to, co będzie wiodło w głowie
Szary szlaczek upartego trwania przy swoim,
Zatopiwszy się w ruchliwej magmie niby doraźnego
Szyku dnia, skrojonego po ślepej przymiarce. Ach,
Do cna można by było rozwijać ten motek. Ale na

Zakupy nie pójdziemy tam, gdzie chciałyby nas
Ponieść inne oczy, nie pójdziemy w trefny handel,
Bo zamiast ostrą bramą, słońce wzejdzie przez dziurkę
Od klucza i na przęśle mostu jeden zajączek
Zacznie gonić drugiego. Mówię ci o tym, czekając jak
Na zbawienie, spiorunowany pustym firmamentem,
Zatrzymany pochodem makiet przyszłego życia.
Odpraw więc nad tym sekundowy rytuał,

Żebym miał się jakoś
Pełniej, w poszyciu ucha zagrzebując się na jeden polarny
Rok, podług wszelkiej ascezy dalszej kontemplacji
Torsji na huśtawce, i łącz się na odległość częściej,
Częściej też znikaj na stopniu pociągu, wszak mówi przez
Nas szum pokonanej trasy. Z tych odgłosów buduje się
Karciany schron. Stadny odruch wyrusza w stronę
Pojedynczego gestu. Ogólna klapa, jeszcze większa
Wrzawa, owacje dla spadających gwiazd.

TO SAMÉ NANOVO

Fantastická výprava musí vydat za vše ostatní
Protože na žádný jednotlivý záběr se nedá spoléhat v
Podmínkách zimních mlh, tom posledním záhybu,
Kde nám nezbývá než sát paprsčitou travičku

Jako morek. Galaxie je v konečcích větru.
Když ještě jednou odříkávám, neodřeknu
Si nahlédnout do toho, co povede v hlavě
Šedivou cestičku umíněného trvání na svém,
Roztopený v pohyblivém magmatu jakoby provizorní
Elegance dne, střiženého po zkoušce naslepo. Ach,
Do nekonečna by se dalo rozmotávat to klubko. Ale na

Nákup nepůjdeme tam, kam by nás chtěly
Zanést cizí oči, nedáme se vlákat do pochybného obchodu,
Protože namísto hlavní branou, slunce vyjde klíčovou
Dírkou a na mostním oblouku jedno prasátko
Začne honit druhé. Povídám ti o tom a čekám jako
Na smilování boží, ohromený prázdným firmamentem,
Zastavený pochodem maket budoucího života.
Vykonej nad tím tedy vteřinový rituál,

Abych se měl nějak
Plněji, zahrabávajíce se v podrostu ucha na jeden polární
Rok, shodně s veškerou askezí další kontemplace
Zvracení na houpačce, a častěji se spojuj na dálku,
Častěji také miz na stupátku vlaku, vždyť promlouvá
Námi šum zdolané trasy. Z těch zvuků se staví
Bunkr z karet. Stádní reflex vyráží ve směru
Jednotlivého gesta. Všeobecný propadák, ještě větší
Vřava, potlesk pro padající hvězdy.



ZAWSZE WSZĘDZIE INDZIEJ

Zamieszkujemy w końcówkach powidoków, na skarpie
Jakiegoś przywidzenia pierwszego dnia niemożliwej
Wiosny, rozpyleni we wszystkie strony tego jedynego, ostatniego
Świata, tak płytko wchodzącego przez każdy por w
Najkrótszą, wahliwą chwilę, że jeszcze jeden wyjazd poza
Zamorską granicę, a już będę gotów na przyjęcie pierwszych

Kondolencji. Nakładanie się obrazów utrzymuje mnie
W pionie. Spopielone widoki nie wskrzeszają oznak odwrotu,
Napór rośnie jak rozwodniona aura, a na szczycie
Zamglonego hejnału śniedź kładzie się na każdym blasku
I w kolejnych fazach czuć spieczony gwint śruby
Mającej złożyć to wszystko do kupy. Ale jeśli ciebie
Nie ma, to skąd wyłaniasz się jeszcze, w tych
Nikłych skrzypnięciach dochodzących zza siódmej
Góry orgazmu, skąd masz na to kolejne alibi, bo
Widzę to w kawałkach, tylko w takich przerwach,
Które od razu wyznaczają dalszy zator. Rzędy krzeseł

I drzew, szpalery ludzi przeczekujących godzinę z
Książeczkami opłat, jakieś drzwi bez pomieszczeń i
Wieczny podgląd w okienku stróża - tak szykuje się
Ukradkiem mały blamaż w arterii łechtanego łuską
Słońca dnia, który musi już pójść na straty, by ten
Plemienny rytuał przedłużył komuś łut niepochwyconego
Szczęścia, by mógł dalej wywlekać z kogoś szansę na
Komiczny rewanż. No tak, nie przelewa się nikomu.
Jesteś tego świadkiem na tym wysuszonym dnie,
Wypłukany i sprasowany, kostko losu w kubku
Potrząsanym przez czyjeś gorączkowe ręce, ogniwie
Nienagannej udręki, którą pożytkuje od razu komunikat.

Żyliśmy na płaskowyżu i wiedliśmy niewidzialny
Szlaczek przyszłej utraty. Miasta podchodziły coraz bliżej,
Przyjmowały zagadki jak wróżby, stawały się doliną dla
Wszystkich znalezionych rzeczy, nie czyniąc różnic
Zagubionym przejawom, gdyż rzeczy posiadały już każdego.
Mogę ci teraz jeszcze coś dodać, odszukać pamiątkę i oprawić
Resztę w chłodne ramki czasu. Dmuchaj pod wiatr i gwiżdż,
Zanim stąd odejdziesz. Podmienię plan i kadr będzie pusty.

VŽDY VŠUDE JINDE

Žijeme v koncovkách paobrazů, na náspu
Jakéhosi přeludu prvního dne nemožného
Jara, rozptýleni do všech stran toho jediného, posledního
Světa, tak povrchně vstupujícího každým pórem do
Nejkratší, váhavé chvíle, že ještě jeden výjezd za
Zámořskou hranici, a již budu hotov přijmout první

Kondolence. Vrstvení se obrazů mě udržuje
Ve svislé poloze. Zpopelněné vyhlídky nekřísí příznaky ústupu,
Nápor roste jako rozvodněná aura, a na vrcholu
Mlžné znělky patina pokrývá každý lesk
A v dalších fázích je cítit stržený závit šroubu
Který by měl to všechno složit dohromady. Ale jestli ty
Nejsi, tak odkud se ještě vynořuješ, v těch
Slabounkých vrznutích ozývajících se zpoza sedmé
Hory orgasmu, odkud máš na to další alibi, protože
To vidím po kouscích, jenom v takových mezerách,
Které okamžitě vyznačují další záhať. Řady židlí

A stromů, špalíry lidí co přečkají hodinu se
Sešitky složenek, nějaké dveře bez místností a
Věčný odpohled v okénku strážníka – tak se chystá
Pokradmu malá blamáž v artérii šupinou slunce
Lechtaného dne, který už musí jít na odpis, aby ten
Kmenový rituál prodloužil někomu špetku nedostižitelného
Štěstí, aby mohl dále vyluzovat z někoho šanci na
Komickou odplatu. No jo, nikdo nemá nadbytek.
Jsi toho svědkem na tom vysušeném dně,
Vymáchaný a sežehlený, kostko osudu v hrnečku
Kterým potřásají něčí horečnaté ruce, článku
Bezvadné trýzně, z které hned těží komuniké.

Žili jsme na náhorní plošině a vedli jsme neviditelnou
Cestičku budoucí ztráty. Města přicházela čím dál tím blíže,
Přijímala hádanky jako věštby, stávala se dolinou pro
Všechny nalezené věci, nečinila různice
Ztraceným projevům, jelikož věci vlastnily už každého.
Můžu ti teď ještě něco přidat, vyhledat památku a zarámovat
Zbytek do chladných rámečků času. Foukej proti větru a pískej,
Než odtud odejdeš. Vyměním scénu a záběr bude prázdný.



ŚWIATŁO WODY

Powołujemy się na nielekką przeszłość, na rzekomo
Bijące w niej serduszka źródeł formujących każdego
Na tyle płynnie, że z czasem osiadł pewnie i teraz
Zbywa wszelkie potyczki próżni, gdzieś tam załapując się
Na dłuższy okres. Wyszarpane struny z gardła,

Jakaś mnemotechnika w codziennym kursie
Stawiania tez, szum płaskiego dna i radość walki
Z depresyjnym klimatem - z takim ładunkiem płynie
Kra uwolniona jak ogniwo powietrznego łańcuszka,
Który każdy włożyłby na szyję, żeby tylko raz
Wypuścić latawiec jak dziecko. Pomyśl o tym, co

Cię zjada na zewnątrz, udatne stworzonko, oczko
W głowie rodziciela i rodzicielki, bo idziesz spowity
Mgłą ostatnich dni zgryzoty i chłodu, mając już
Potrzebne fanty w garści, tak żeby rebus mógł stać się
Tylko twoim szczęściem, a zagadką droga do uwicia
Gniazdka. Ale niekiedy odcinają ci prąd i wypraszają
Poza pierścień miasta, wypijają soki, nacinając korzenie

Drzewu, a ty pozdrawiasz martwe wróble w wentylacyjnym
Szybie. Mantra zapewni ci delikatny wgląd w szczelinę,
To tu, to tam zniesie cię ten suchy szwung, pląsawica
Wypchnie poza wykusz, w którym zatrzymuje się na tobie
Światło. Strażnik lubił doglądać księżniczkę. Tak się poznali.
Bajka by się skończyła, gdyby nie siedmiomilowy but,
Który wreszcie zjawił się i przepadł bez śladu.

SVĚTLO VODY

Odvoláváme se na nelehkou minulost, na zdánlivě
V ní bijící srdíčka zdrojů formujících každého
Natolik plynule, že se časem jistě usadil a teď
Odbývá veškeré potyčky prázdna, kdesi se uchytí
Na delší dobu. Vyškubané struny z hrdla,

Nějaká mnemotechnika v každodenním oběhu
Kladení tezí, šum plochého dna a radost boje
S depresivním ovzduším – s takovým nákladem plyne
Kra uvolněná jak článek vzdušného řetízku
Který by si každý pověsil na krk, aby pro jednou
Pustil draka jako dítě. Zamysli se nad tím, co

Tě sžírá zvenčí, podařené stvořeníčko, poklade
Rodiče a rodičky, neboť jdeš zavinutý

V mlze posledních dní utrpení a chladu, a máš
potřebné fanty v hrsti, tak aby se rébus mohl stát
Jen tvým štěstím, a záhadou způsob jakým se plete
Hnízdečko. Ale někdy ti vypínají proud a vykazují
Mimo prstenec města, pijí mízy když nařezávají kořeny

Stromu, a ty zdravíš mrtvé vrabce ve ventilační
Šachtě. Mantra ti zajistí delikátní vhled do štěrbiny,
Hned tu, hned tam snese tě ten suchý švih, tanec svatého Víta,
Vystrčí z arkýře, ve kterém se na tobě zastavuje
Světlo. Hlídač rád dohlížel na princeznu. Tak se poznali.
Pohádka by skončila, kdyby ne sedmimílová bota,
Která se konečně objevila a zmizela beze stopy.


Maciej Melecki - Nar. v r. 1969. Autor tří autorských archů poezie: Přikrádání se za sebe (Zachodzenie za siebie, 1993), Další události (Dalsze zajścia, 1998), Panoramix (1999) a básnických sbírek: Ty věci (Te sprawy, 1995), Nebezpečně blízko (Niebezpiecznie blisko, 1996), Studení zahradníci (Zimni ogrodnicy, 1999), Pády a obměny (Przypadki i odmiany, 2001). Básně publikoval ve všech důležitých polských literárních časopisech (mj. Twórczość, Kresy, Odra, Nowy Nurt, Akcent, Studium, Czas Kultury, Tygodnik Powszechny) a také v antologiích poezie: Jiný svit (Inny świt, Katovice 1994), Máte své básníky (Macie swoich poetów, 1996 a 1997), Dlouhé rozloučení (Długie pożegnanie, 1997), Antologie současné polské poezie (Antologia współczesnej poezji polskiej, Krakov 2000), 14. 44 (2002), Mrtvé body (Martwe punkty, 2004), Altered State: The New Polish Poetry (ARC Publications, Velká Británie), Vingt-quatre poe`tes polonais (Traduits par Georges Lisowski, Editions du Murmure, Francja, 2003). Jeho básně byly přeloženy do angličtiny, němčiny, slovenštiny, francouzštiny, slovinštiny a češtiny. Sekretář Arkadie - katastrofického časopisu. Pracuje v Mikołovském Institutu2 (Instytut Mikołowski). Bydlí v Mikołowie.

| Obsah čísla | Titulní stránka čísla |


| email redakce: protimluv@seznam.cz | Naše bannery a ikonky | |
| webdesign © 2017 Jaroslav Němec |